Porażka a nawet sukces: 75 dni x 7000m n.p.m. Sprawozdanie kierownika Himountain Zimowej Wyprawy na Broad Peak 2008/2009 Powrót i plany. 
Broad Peak, jak i 4 inne ośmiotysięczniki w Pakistanie, ciągle pozostaje bez wejścia zimowego. Bez „sukcesu” zakończyła się właśnie polska wyprawa Hajzera i Szymczaka na ten szczyt. Ale właśnie, czy naprawdę bez sukcesu? Na początku trzeba podkreślić, że była to pierwsza polska zimowa wyprawa w pakistańskim Karakorum od ponad 20-tu lat, kiedy to działała zimowa wyprawa Andrzeja Zawady na K2 (1987/1988) i druga w ogóle w historii polskich zimowych ekspedycji w Karakorum. Poza tymi dwoma wyprawami nie było Polaków w ogóle w tym rejonie (Wyprawa Netia K2 2003 działała od strony chińskiej). Dlaczego? Dlatego, że lodowiec Godwin-Austen, gdzie znajduje się baza, jest nieosiągalny zimą dla tragarzy a nawet dla doświadczonych himalaistów lądem. W grę wchodzi tylko helikopter i nie jest to tylko kwestia kosztów. Śmigłowiec taki jak MI-17 też z trudem lata w ten rejon, tylko unikalna logistyka może zapewnić sukces wyprawie. Pierwszym sukcesem (choć dla wspinaczy może brzmieć to śmiesznie) jest w ogóle dotarcie do bazy zimą. Wyprawa wspinaczkowa miała więc spory pierwiastek „eksploracyjny”, typowy dla pierwszych polarników z epoki Nansena (Włoch Simone Moro, który w 2007 walczył o dotarcie do bazy przez 23 dni, może coś o tym powiedzieć).


Akcja górska
Wyprawa działała aktywnie. Obóz III na wysokości 7000m n.p.m. – wypadowy do ataku na szczyt – odwiedzono w sumie 4 razy. Akcja górska rozwijała się szybko i sprawnie. Tu sukcesem było idealne „wsparcie sprzętowe”. Superlekkie kewlarowe liny poręczowe miały zaledwie 4,5 mm średnicy. Dzięki temu stosunkowo mały zespół przygotowywał sobie drogę w krótkim czasie. Obóz III powstał 7 stycznia, w czternasty dzień akcji górskiej. Droga na Broad Peak jest eksponowana, upadek grozi lotem do podstawy góry, w warunkach zimowych trudności techniczne znacznie rosną. Śnieżne latem zbocza, kuluary i rynny stają się trudnym lodowym i mikstowym terenem nadwerężającym psychę znacznie ponad normę. Szybko standardem stało się pomijanie obozu I i dochodzenie w ciągu 8 godzin do obozu II. Jednak parokrotne pokonanie tych blisko 2000 m wertykalnego mikstu, przeplatanego „czystą szklanką” to było coś, co psychicznie i fizycznie nadwerężyło siły uczestników wyprawy. Sukcesem było jednak dalsze trwanie, gotowość do ataku i czekanie na moment kiedy powyżej 7000 m n.p.m. wiatr zelżeje poniżej 100km/h i pozwoli na atak.

Prognozy pogody.
Miały one to do siebie, że zawsze mówiły jedno: „w przyszłym tygodniu będzie lepiej”. To za ich sprawą akcja górska trwała aż 75 dni. "Minęło wiele dni zanim przestaliśmy się łudzić i zdecydowaliśmy się na atak w ciężkich warunkach."
Atak szczytowy.
Niewątpliwym sukcesem było to, że w ogóle się odbył. Uczestnikom nie brakowało samozaparcia. Dwie noce spędzone w szóstkę w jednym małym namiocie w obozie II, potem dalsza walka z huraganem w drodze do obozu III z nadzieją, że może się uda. Niestety mocne odmrożenia Quadrata Ali i nasilający się wiatr zatrzymały machinę wyprawy. Atak się nie powiódł.


"Cieszymy się, iż wróciliśmy w jednym kawałku, cali i zdrowi, bogatsi o nowe doświadczenie i nie zniechęceni do tego, żeby spróbować jeszcze raz za rok. Sukcesem jest to, że wciąż nam się chce."
Artur Hajzer.
Wszystkie teksty zamieszczone na stronie podlegają ochronie. Zabrania się ich kopiowania, przetwarzania i rozpowszechniania bez pisemnej zgody
Copyright © HiMountain